image1 image2 image3

HELLO I'M DAGMARA|WELCOME TO MY PERSONAL BLOG|I HOPE YOU SPEND A NICE TIME HERE|ENJOY!|

Moja Przygoda Z Portsmouth #9

Trochę zaniedbałam tą serię ostatnimi czasy. Piszę 'trochę' bo tydzień to nie jest tak wiele, prawda ? :)

Patrząc na statystyki zauważyłam, że lubicie posty o zagranicznych praktykach, dlatego żałuję że temat zaczyna się wyczerpywać i zostały zaplanowane 2 posty do końca. Jednak nie ma co się załamywać, zobaczymy co przyniesie przyszłość i może uda mi się odwiedzić jeszcze raz piękne miasto jakim jest Portsmouth !
Dzisiaj opowiem Wam trochę o tym, gdzie mieszkałam i co robiliśmy w wolnym czasie. W jednym z pierwszych postów wspominałam jak wyglądał dobór mieszkań dla praktykantów. Trochę kwestii postaram się przypomnieć, bo wiem że nie każdy czyta wszystko uważnie !
Przez miesiąc mieszkałam razem z koleżanką z klasy. Nasz pokój nie był ogromnych rozmiarów, jednak nie spędzałyśmy zbyt wiele czasu w domu, więc dwa łóżka, dwie szafy i lustro zdecydowanie były dla nas wystarczające. Pierwszy dzień, gdy wnosiłyśmy walizki wraz z gospodynią o imieniu Hayley będę pamiętała dość długo. Byłam bardzo zestresowana, trudno było mi wychwycić co Hayley do mnie mówi, jednak siadłam na łóżko (a zajęłam łóżko pod oknem) i się uspokoiłam. Widok z okna był na jedną z ulic, gdzie jedyne samochody które przejeżdżały, to były auta osób mieszkających obok. Było bardzo spokojnie.


 Pamiętam jak na pierwszy posiłek dostałyśmy meeega pikantne curry. Wtedy poleciała jedna z pierwszych gaf językowych odnośnie słowa 'hot', które w stosunku do jedzenia ma kilka znaczeń. Domek, w którym mieszkałam nie był duży, ale wydawał się bardzo wąski. Zauważyłam również, że w Anglii schody są o wiele bardziej strome niż w Polsce. Na dole mieliśmy kuchnię, jadalnie, mały salonik i wyjście na ogród, natomiast na piętrze były 3 pokoje: gospodyni, jej córki oraz nasz i jedna łazienka. Powiem Wam, że patrząc na cały metraż domu łazienka była rarytasem. Mieliśmy w niej wannę, jak i brodzik i resztę potrzebnych akcesoriów łazienkowych :D
Dodam jeszcze, że wszędzie była wykładzina, a zabawy przy otwieraniu okien nie raz doprowadziły nas do śmiechu. Z ogródka nie korzystałyśmy zbyt wiele, łatwiej było wyjść na miasto niż przesiadywać w ogrodzie.



Na początku ustaliłyśmy o której będziemy jedli kolację, była to zawsze 18-19, z pracy wracałyśmy dość późno, dlatego gdy zachodziłyśmy do domu byli już w nim wszyscy domownicy. Mała Hope, bo tak na imię miała córka Hayley potrafiła być nieznośna, dość często nas zaczepiała do zabawy. Moim zdaniem była bardzo rozpieszczona. Jednak nie było, aż tak tragicznie.
Wiele osób z grupy narzekało na jedzenie, na zachowanie gospodarzy, ja tego nie mogę powiedzieć. Codziennie rozmawiałyśmy przy kolacji po angielsku, opowiadałyśmy co się działo w pracy, jak minął nam weekend. Podczas pobytu tam wypadały moje osiemnaste urodziny, o których Hayley nie zapomniała (było mega miło). Nasza gospodyni zajęła się nami w 100% dziękuję jej za to :)









Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz

PAMIĘTAJ:
Każda obserwacja i każdy komentarz motywuje:)

***